„Kamerdyner” – cichy świadek historii.

„Kamerdyner” to opowieść o chłopcu, który z pól bawełny trafił na Pennsylvania Avenue 1600 do Białego Domu. To opowieść o człowieku, który służył ośmiu prezydentom Stanów Zjednoczonych. Opowieść o szczęśliwcu, który był obecny podczas tworzenia się historii.
Eugene Allen nie miał dzieciństwa jak z bajki- był niewolnikiem, maszyną przeznaczoną do pracy dla bardziej uprzywilejowanych „białych”. W poszukiwaniu lepszego życia wyruszył na wschód i trafił do miejsca, gdzie mieszkała najwyższa władza.
Prezydenci: Eisenhower, Kennedy, Johnson, Nixon, Ford, Carter i Reagan kreowali historię pijąc herbatę podaną przez Allena i nawiązywali sojusze podczas kolacji, do której zastawiał stół.
Przez 34 lata nie opuścił ani jednego dnia pracy. Zawsze był gotowy, by spełniać swoje obowiązki jak najlepiej. Wiele lat później miano o nim powiedzieć: „To prawda, że niektórzy próbowali napiętnować jego zawód, zawód kamerdynera. Ale Eugene Allen wzniósł go na poziom doskonałości.”
Po skończonej pracy wracał do domu, gdzie czekała na niego oddana żona Helene i wspaniały syn Charles.

„Kamerdyner” to opowieść o mężczyźnie, który złożył ogromny hołd życiu. Jego historia powinna być dla wszystkich wskazówką, jak godnie przeżyć swoje życie. Jak być inspiracją, służąc innym i stoją w cieniu największych.

„Był dyskretnym maszynistą teatralnym, który pomagał trwać przedstawieniu w najważniejszym ze wszystkich politycznym teatrze”.
Był- najmocniej jak można.

W książce znajdziemy wiele prywatnych fotografii Allena oraz kadry z filmu „Kamerdyner”. Oprócz tego autor, Wil Haygood, zamieścił kilka przemyśleń i ciekawostek na temat kręcenia tego obrazu. Na końcu zamieścił zaś krótką charakterystykę najważniejszych prezydentów, którzy rządzili Ameryką za „kadencji” Eugena Allena.

Za tę wspaniała książkę dziękuję

41 Komentarze

    • Pięknie to ujęłaś :)

      Marzy mi się, żebym kiedyś była tak inspirująca, żeby ktoś chciał przespacerować się po moim życiu.

  1. Recenzja która zachęciła mnie do lektury, i to najlepiej od razu! :) ale najpierw trzeba się wybrać do księgarni – dobrze, że mam to w planach na najbliższe dni ;)
    Serdecznie dziękuję za wizytę i pozdrawiam ;)

  2. Brzmi ciekawie, taka historia podglądana zza pleców. A wspomniana dyskrecja i skromność wydają mi się godne podziwu. :)

    PS Trochę mnie nie było, ale kiedy zajrzałam wczoraj na bloga, zrobiło mi się bardzo miło na widok wszystkich pobudzających do działania komentarzy, m.in. twoich, za co dziękuję! :)

  3. O „Kamerdynerze” usłyszałam przed premierą filmu – nie widziałam go, ale ta historia zaciekawiła mnie na tyle, że z ogromną przyjemnością obejrzę film, jak i przeczytam książkę.

  4. Widziałam film i był niesamowity. Żałuję, że najpierw nie przeczytałam książki, ale nie wytrzymałam i musiałam go obejrzeć. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ją przeczytać.

  5. Dziewczyno, jaką Ty masz szeroką rozpiętość tematyczną tych czytanych pozycji!!! Czasem się zastanawiam, czy jest jakaś dziedzina literatury, której nie lubisz i nie czytasz… Podejrzewam, że nie ma :-)

    Buziaki!

    • Sądzę, że każdemu gatunkowi literackiemu trzeba dać szansę :) Jedynych książek, których nie lubię to tych pisanych na siłę i tylko po to, żeby zaistnieć – a to się w książkach widzi i to czytelnika okropnie męczy :)

  6. od jakiegos czasu czekam na ten film aby wrzucili go z lektorem, ale nie spodziwalam sie ze jest taka ksiazka moze gdzies ja znajde i przeczytam bo ksiazka zawsze jest lepsza niz film ;)

  7. Słyszałam bardzo wiele dobrego o filmie, ale o książce jeszcze nic nie słyszałam, Twoja opinia jest więc pierwszą z którą się spotykam i która zaintrygowała mnie na tyle, że muszę to przeczytać ;)

    P.S. Przepraszam, że ostatnio tak rzadko bywam – uczelniane życie pochłonęło mnie w całości.

    • Rozumiem- mnie uczelnia też trochę spowalnia w czytaniu i pisaniu recenzji, co niestety, widać :(

      Chętniej pisałabym wcześniej- wiesz może jak rozszerzyć dobę? :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.